Recenzja filmu Prawdziwa miłość (2009) - Miłość straceńców nudą podszyta. W "Prawdziwej miłości" za dużo jest koncepcji, a za mało opowieści, by mogła zainteresować szerszą widownię. Tzw. „prawdziwa miłość” ma wynikać z szacunku, zrozumienia, szczerości i otwartości. Trwa całe życie, jest bezwarunkowa i z samego faktu bycia prawdziwą gwarantuje odporność na pokusy doczesności (np. zdrady) oraz zachowania podważające szczerość uczucia (np. kłamstwo, przemoc, obojętność). Powyższe jest pewną syntezą Miłość nie musi być idealna, ale musi być prawdziwa. 3 minuty. Miłości tak naprawdę nie da się zdefiniować. Definiowanie jest ograniczeniem, a miłość nie ma granic. Co więcej, doskonałość nie istnieje, nawet w miłości. Jednak ważne jest, aby dążyć do osiągnięcia najlepszej, najbardziej satysfakcjonującej wersji tego Próbę wyjaśnienia, czym jest spełnienie w miłości podjął psycholog R. Sternberg. Jego koncepcja miłości opiera się na trzech czynnikach: namiętności, intymności i zaangażowaniu. Przyjrzyjmy się, więc każdemu ze składników miłości, które mają wpływ na wzajemne poznanie się potencjalnych partnerów. 7. Przychodzi naturalnie. Nie jest łatwa, ale jest to również coś, co wybierasz w kółko. Przychodzi prawie tak naturalnie, jak każdy oddech, który bierzesz. To po prostu wydaje się właściwe. POLECAMY: Prawdziwa miłość: znana jest z tego, co oferuje, a nie z tego, czego wymaga. 8. Prawdziwa miłość jest warta cierpliwości. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Następnego ranka przygotowywała śniadanie dla siebie, młodszej siostry i ojca. W nocy nie mogła spać, więc stwierdziła, że wstanie wcześniej i przyrządzi rodzinie królewski posiłek. Stawiała ostatnie półmiski na stole w salonie kiedy do pomieszczenia weszła zaspana Betty. Wyglądała uroczo- potargane włoski, ziewała co chwilę i trzymała w ręce swojego ulubionego misia- Teddiego. Jednak w tym sielskim obrazku Ula zobaczyła coś niepokojącego. - Betty, ty jesteś chora?- przybliżyła się do siostry i oceniła wygląd jej oczu. Świeciły się. Z każdą sekundą dostrzegała kolejne symptomy przeziębienia. -Yhm- mała ledwo wychrypiała. To był już dostateczny wskaźnik choroby. - Siadaj kochanie, zrobię ci herbatkę z miodem i imbirem. - Ulcia, jak tu pachnie- usłyszała głos wchodzącego do kuchni Józefa- Ile ty siedziałaś w kuchni? - Nie mogłam spać to stwierdziłam, że bezczynnie nie będę leżeć- zaparzała herbatę- Jeszcze na dodatek Beatka jest przeziębiona. - A no tak- skwitował ojciec- już wczoraj ją coś brało. - Właśnie robię jej napój wzmacniający, może ty też chcesz? - A w sumie poproszę córeczko- zaczęła przygotowywać kolejną herbatę. Wszyscy usiedli do stołu i zachwycali się smakołykami. - Betty, ty dzisiaj nie pójdziesz do szkoły. Jeszcze bardziej się rozchorujesz-zadecydowała Ula. - Tylko…- wtrącił się Józef- jest mały problem. Ja dzisiaj jadę do Warszawy na badania. Trochę to potrwa, więc zabieram się z Maćkiem. -Nic nie mówiłeś- zdziwiła się Ula. - To wyszło jak byłaś w Katowicach, nie miałem jak cię poinformować. - To mamy problem. Ty jedziesz na badania z Maćkiem, więc i on nie może zając się Beatką, mama Maćka jest u rodziny w Krakowie a ja powinnam być w pracy. - Jasiek na studiach, więc nie dojedzie na czas- dodał ojciec. Ula analizowała całą sytuację. - No nic, zadzwonię do szefa, wytłumaczę mu jaka jest sytuacja. - Myślisz, że pan Dobrzański się zgodzi? - Nie ma innego wyjścia. Mam dzisiaj do zrobienia kilka raportów, więc mogę pracować z domu, a jeśli będzie coś marudził to wezmę urlop na żądanie. Tego odmówić mi nie może, bo w tym roku ani jednego dnia wolnego nie brałam. - No dobrze, to jest jakieś wyjście z sytuacji. Przeglądał sterty koszul w garderobie, nie mogąc zdecydować się którą ubrać, kiedy usłyszał dźwięk jego komórki. Spojrzał na zegarek. 7:36. Kto dzwoni do niego o takiej porze? Spojrzał na wyświetlacz i zamarł. Ula Cieplak. Trochę minęło zanim wrócił rezonans i nacisnął zieloną słuchawkę. - Halo?- odezwał się pierwszy. -Marek? Ja przepraszam, że tak wcześnie- usłyszał w jej głosie coś dziwnego. Coś w rodzaju paniki? Nie wiedział, czy dobrze analizuje- Mam do ciebie ważną sprawę. Niestety nie mogę być dzisiaj w pracy- zakłuło. Jak to? Dlaczego? Czy to przez wczorajszy pocałunek? W jego głowie kotłowały się miliony pytań- Moja siostra jest chora, muszę ją zabrać do lekarza, nie może pójść do szkoły- tłumaczyła- mój tata ma dzisiaj badania, nie może z nią zostać- nadawała jak katarynka. - Ula, Ula, spokojnie- przez jej tempo nie mógł nadążyć nad sensem wypowiedzi. - Wyczerpały mi się pomysły kto mógłby z nią zostać. Jestem zmuszona… - Jasne, Ula nie ma sprawy- chciał coś dodać, ale zawahał się. Jednak zdecydował się podjąć próbę- Może potrzebujesz mojej pomocy, jak coś to ja chętnie. - Dzięki Marek, ale poradzimy sobie- odpowiedziała bez zająknięcia- Raporty zrobię w domu, mam wszystkie niezbędne dokumenty na dysku. Minęło już pół godziny odkąd zadzwoniła a Dobrzański cały czas się zastanawiał, czy argument Uli o tym, że jej siostra jest chora był prawdziwy. Nie mógł skupić się na porannych czynnościach, ponieważ w jego głowie wciąż mieszały się myśli, czy przypadkiem Ula nie oszukała go. Może nie chciała się ze mną widzieć? W drodze do pracy spotkał swojego przyjaciela. - O hej Seba- przywitał się. - No siema- Olszański odpowiedział- jak tam? - A okej wszystko, sprawy w Katowicach załatwione, więc można ruszać z projektem. - To dobrze. Fajnie, że tak szybko udało wam się to ogarnąć. A jak z Ulą? - Co masz na myśli? - Dobrze wiesz- odruchowo przyłożył swoją pieść do jego ramienia. - Jeśli chcesz wiedzieć to nie będzie jej w pracy dzisiaj- na samo przypomnienie tego faktu posmutniał. - Wiem – odpowiedź Sebastiana go zdziwiła. Olszański widząc jego minę zaczął tłumaczyć- dzwoniłem dzisiaj do niej, bo myślałam, że podwiozę ją do pracy, a przy okazji pogadam z nią o pewnej sprawie. - O jakiej?- Marek dociekał. - ooo- urwał- O takiej jednej dziewczynie. - To już przyjaciel beee?- ubodło to Dobrzańskiego. - Nieee Marek, oczywiście, że nie. Po prostu potzrebuję w tej kwestii rady ze strony kobiety. - Yhm-mruknął- A co ona na to? - Nie odebrała mojego telefonu, a po chwili napisała wiadomość, że jest u lekarza z siostrą i przez to nie może rozmawiać. Czyli nie kłamała… Tekst piosenki: I. Na pustej plaży tak bez celu, Idąc samotnie, patrzę w dal. Słuchając morza, myślę o tym, Co los mi zabrał, a co dał. Wspomnienia do mnie powracają. Wciąż czuję dotyk twoich ust. I tamto lato pełne słońca... To wszystko nie powróci już. Ref. Prawdziwa miłość w moim sercu Była, zostawiła ślad. Prawdziwa miłość niespełniona Gdzieś uleciała, niczym ptak. // x2. II. Do tamtych chwil chcę ciągle wracać. Do tamtych miejsc, gdzie ja i ty. Byliśmy sobie tacy bliscy. Skończyło się, jak głupi film. Uczucie, które się rodziło, Rozpadło się, jak domek z kart. Dziś fotografie biorę w dłonie; Niezapomniany lata smak... Ref. Prawdziwa miłość w moim sercu Była, zostawiła ślad. Prawdziwa miłość niespełniona Gdzieś uleciała, niczym ptak. // x4. Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu Siedziała skulona na wygodnej kanapie i płakała. Na stoliku porozsypane były ich wspólne zdjęcia. Fotografie z pokazu FD Gusto, na którym wyznał jej miłość, wakacje na Dominikanie, wspólny weekend we Wrocławiu i rodzinny wyjazd do Kazimierza. Do tych pełnych radości zdjęć brakowało tylko obrazów z ich ślubu. Bardzo chciała wyjść za mąż. Od zawsze marzyła, że stanie na ślubnym kobiercu w pięknej, koronkowej sukni i będzie czuła się jak księżniczka. Znalazła swojego księcia z bajki, ale on nie miał w planach małżeństwa. Nawet nie chciał dziecka. Zawsze powtarzał: Kochanie, jeszcze jesteśmy młodzi, po co to zmieniać? Wolisz siedzieć w pieluchach niż wyjechać na wakacje? Powoli miała dosyć. Bała się, że Marek nigdy nie dorośnie do roli męża i ojca. Wspominała nawet o ślubie cywilnym. To by jej wystarczyło na razie. Wiedziała jaki Marek ma stosunek do dzieci, więc nie chciała, żeby pojawiły się w tym momencie. Uważała, że po ślubie Marek zmieni zdanie i postarają się o potomka. Teraz była w kropce. Nie planowała tego, ale się stało. Zrobiła test ciążowy i wyszedł pozytywnie. Nie wiedziała jak poinformować przyszłego tatusia. Bała się jego reakcji. On za wszelką cenę nie chciał dziecka. W jej głowie tworzyły się najgorsze scenariusze. Wyobrażała sobie, jak Marek każe jej dokonać aborcji. Tego by nie wytrzymała. Zerknęła na zegarek. Wskazywał osiemnastą. Za chwilę Marek miał wrócić z cotygodniowego squash’a z Sebastianem. Jak gdyby nigdy nic wstała z kanapy, otarła łzy i zaczęła przygotowywać kolację. Wszedł do mieszkania i od razu poczuł zapach spaghetti. Był niesamowicie głodny po wysiłku z Olszańskim. Powędrował do kuchni, by przywitać się z Ulą. Stała tyłem do niego i doprawiała sos. Podszedł do niej i przytulił ją. - Hej skarbie- wymruczał do jej ucha. - Cześć- odpowiedziała chłodno. Skonsternowany przyglądnął się jej. - Stało się coś?- zapytał od razu. Może teraz mu powiem? Nie w kuchni. Jeszcze gotów jest wziąć nóż i mnie zabić. - Nie, nie- zaprzeczyła szybko- Umyj ręce, zaraz podaję kolację. Jedli posiłek w ciszy. Ula nie czuła głodu. Wciąż zastanawiała się nad sytuacją, w której się znaleźli. Dłubała w talerzu, rozmyślając cały czas, jak powiedzieć Markowi o ciąży. Zauważył jej dziwne zachowanie. - Ulka, powiesz mi w końcu co się stało?- podniósł głos. Cieplak aż podskoczyła. Teraz albo nigdy. ­- No dobrze- westchnęła głośno- Jestem w ciąży- wyszeptała. Oczy Marka były wielkości pięciozłotówki. - Co?- zauważyła, jak z jego twarzy odpływa cała krew. - Jestem w ciąży- powtórzyła nieco głośniej. Wbił w nią karcące spojrzenie. Poczuła się jak sześciolatka, która została przyłapana na malowaniu kredkami po ścianach- Przepraszam- przełknęła nerwowo ślinę. - Przepraszasz?- prychnął. - Wiem, że to nieodpowiedni moment- skuliła się przed atakiem. - Masz rację. Nieodpowiedni moment. Chciałem ci pokazać świat, poszaleć trochę, a teraz…-przerwał na chwilę- teraz czekają nas tylko pieluchy i wrzask w nocy- zamknął oczy, aby się nieco opanować- Zrobiłaś to celowo? - Co?- nie wierzyła w to co słyszy- Jak możesz podejrzewać mnie o coś takiego!?- powoli nie wytrzymywała. - Wszystkiego się już mogę spodziewać- krzyknął i zaczął chodzić nerwowo po pokoju. - Nie krzycz na mnie. To nie moja wina! Pragnę cię uświadomić, że przy poczęciu ty także byłeś. - Myślisz, że jestem gotowy na bycie ojcem?- nie zważał na jej słowa. Był skupiony na swoim nieszczęściu. - Wiem, że żadne z nas nie jest na to gotowe, no ale stało się- próbowała być spokojna dla dobra dziecka. - Stało się- przedrzeźnił ją. Zatrzymał się na środku pokoju, by po chwili żwawym krokiem ruszyć w stronę wyjścia. Nie odwróciła się. Usłyszała tylko trzask zamykających się drzwi. Zostawił mnie! Ruszyła do salonu. Położyła się na kanapie i włączyła telewizję. Łudziła się, że może jakiś kanał pozwoli jej trochę ochłonąć i porzucić myśli o kłótni z Markiem. Zmęczona płaczem zasnęła. Obudziła się zmarznięta i zdezorientowana. Spojrzała na zegarek: pierwsza w nocy. Rozejrzała się po mieszkaniu, ale nic nie wskazywało na to, by Marek wrócił. Zabrała ze sobą telefon i ruszyła do sypialni. Znowu zasnęła, ale nie na długo. Obudził ją szczęk otwieranych drzwi i dziwny bełkot. Wyszła z pomieszczenia i ujrzała zataczającego się Dobrzańskiego. Podniósł oczy i spojrzał na nią. Jego wzrok spowodował dreszcze na jej plecach. - Gdzie byłeś?- stanęła stanowczo z rękami na biodrach. - Cicho, cicho- przyłożył palec do ust- Bo przyjdzie ździcho- zaśmiał się pod nosem. - Zaprowadzę cię do sypialni. Jesteś kompletnie pijany! Kiedy dotarli do łóżka, usadowiła go na kołdrze i zaczęła ściągać ubrania z niego. - Będziesz wolała bardziej jego niż mnie- wymamrotał, wskazując na jej brzuch. - Co ty bredzisz? - Ten intruz zniszczy nam życie-mruczał bardziej do siebie. Gdy w końcu był w samych bokserkach zatopił się w pościeli i od razu zasnął. Ula była w wielkim szoku. Jeszcze nigdy nie widziała Marka w takim stanie. Podniosła dżinsy z podłogi i wtedy wypadł z kieszeni jego telefon. Nie miała w zwyczaju grzebanie w jego komórce, ale chciała dowiedzieć się, gdzie był. Trzymała w ręce iPhone i zastanawiała się, czy nie zerknąć w wiadomości, czy spis połączeń. Nagle telefon zawibrował, a na ekranie ukazała się chmurka oznajmująca nadejście SMS’a. Zerknęła na nadawcę. Klaudia? To wydawało się jej podejrzane. Otworzyła wiadomość: Dziękuję za wieczór. Nie bój się! Będziesz idealnym tatą! Nie wierzyła w to co widzi. Spędził wieczór z Klaudią. Jego byłą kochanką. A może nie byłą? Straciła grunt pod nogami. Osunęła się na łóżko i zasłoniła twarz dłońmi. Po chwili zadzwoniła do Violi. Spytała się czy może do niej przyjechać. Kubasińska bez zbędnego wypytywania zaprosiła ją do siebie. - Viola, on spędził wieczór z Klaudią- wypłakiwała się przyjaciółce. Trzymała głowę na jej kolanach, a blondynka głaskała jej włosy. Taki sposób na uspokajanie niewiele pomógł. - Może tylko porozmawiali. Wiesz, kiedy ty byłaś z Piotrem- brunetka karcąco spojrzała na Violę- to znaczy kiedy Piotr był na horyzoncie, Marek wtedy się kompletnie załamał i znalazł przyjaciółkę właśnie w Klaudii. Sebastian wtedy go nie rozumiał, sam mi o tym mówił. A pewnego dnia Nowicka pojawiła się u niego i chciała go poderwać. Tylko, że on cały czas wspominał o tobie. - Skąd wiesz?- podniosła się z jej kolan. - Yyy…- poczuła się niezręcznie- Było słychać przez drzwi. Mniejsza o to. Ważne, co mówił. Opowiedział całą historię o was. Ona wtedy zrozumiała jak cię kocha i powiedziała, że zawsze możecie liczyć na jej pomoc. - Naprawdę?- nie wierzyła dalej. - Marek potem jej wspominał, że jest jego przyjaciółką, bo jako pierwsza uwierzyła w jego miłość do ciebie. Więc wątpię, żeby teraz, tak nagle odrodził się ich romans. - Może masz rację. Ale to i tak nie zmieni tego, jak bardzo mnie zranił wieczorem swoim wybuchem. - Wiem, kochana. Zostań dzisiaj u mnie, a rano pojedziesz po ubranie na zmianę. Jak pojedziesz o siódmej, to na pewno nie zobaczysz się z nim. Będzie jeszcze spał z ogromnym kacem. Całą noc nie zmrużyła oka. Nie mogła spać, bo cały czas myślała o sytuacji, w której się znalazła. Bolała ją reakcja Marka. To nie była wyłącznie jej wina. Wiedziała, że on nie chce dziecka, ale kiedy się niespodziewanie pojawiło myślała, że jakoś to przyjmie. W końcu co się stało, to się nie odstanie. Niecierpliwie czekała na poranek. Najciszej jak potrafiła przekręciła zamek i otworzyła drzwi. Rozejrzała się niespokojnie po mieszkaniu. Na palcach szła do garderoby. Nagle usłyszała jakiś głos. Stanęła w półkroku i wsłuchiwała się. To był Marek. Chodził nerwowo po salonie, rozmawiając przez telefon: - Jak to jej nie ma?- krzyczał- To gdzie ona może być? Skończyły mi się pomysły, gdzie mogła się udać- był wyraźnie przestraszony. Odwrócił się i kiedy ją zobaczył, stanął jak wryty- Dobra, odwołuję alarm, pa- rozłączył się. -Gdzie byłaś? Martwiłem się- rzekł ujmująco. - A ty?- swoim stanowczym głosem zbiła go z tropu. - Musiałem przemyśleć kilka spraw. - Klaudia ci pomogła?- wbił w nią zaskoczone oczy. - Skąd wiesz? Grzebałaś w moim telefonie? - Jak musiałam ci pomóc dostać się do łóżka, wypadł ci telefon i wtedy dostrzegłam wiadomość. - Okej. Spotkałem się z nią, ale mogę cię zapewnić, że nasze relacje są czysto koleżeńskie. - Nieważne- odwróciła się, by pójść do garderoby. Zatrzymał ją. - Ula, porozmawiajmy!- błagał. - Nie mamy o czym. W nocy wystarczająco dużo powiedziałeś- czuł się zakłopotany. Przypomniał sobie, jakie słowa wypowiedział. - Przepraszam, byłem wtedy pijany i nie myślałem, co mówię. - Podobno pijani mówią co myślą. - Zrozumiałem, że cię zbyt mocno kocham, żeby cię stracić. A dziecko, cóż stało się. Ale nie cofniemy czasu. Zareagowałem tak, bo po prostu boję się. Nigdy nie miałem dobrego przykładu ojca. Chcę być tatą, ale strach mnie paraliżuje. - Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej o tych obawach? - Jakby to wyglądało? Jestem facetem, i to ja mam dawać oparcie tobie a nie odwrotnie. - Marek- westchnęła- facet to też człowiek. Nie zawsze musi być najodważniejszą istotą na świecie. - Przepraszam- ze skruchą spuścił wzrok. - Kocham cię- ufnie wtuliła się w jego ramię, wierząc, że wszystko im się uda. Dziwne, gdy ktoś miłością nazywa egoizm, prawda? A to często się dziś zdarza. Z cyklu "Jak żyć, by podobać się Bogu" na kanwie KKK 2360-2372 Mówimy „Bóg kocha człowieka”; za świętym Janem powtarzamy „Bóg jest miłością”. Można traktować to jak frazes, ale to naprawdę to coś niesamowitego. No bo to powiedzenie, że Wielki, Nieogarniony Stwórca Wszystkiego bezinteresownie chce dobra i szczęścia swoich stworzeń. Na tym polega przecież miłość, prawda? Co więcej, to powiedzenie też, że chce ich na całą wieczność. Inaczej, gdyby ludzkie istnienie miało kończyć się unicestwieniem, czy można by mówić o miłości? Miłość która godziłaby się na odebranie istnienie komuś, kto raz zaistniał i kto, w przeciwieństwie do nieożywionej materii, był swojego istnienia świadomy, czuł, kochał, zachwycał się pięknem, byłaby jakąś pomyłką, deklaracją bez znaczenia. Nie, jeśli miłość jest prawdziwa, z natury swojej musi trwać wiecznie. Boża miłość do nas polega na tym, że bezinteresownie chce naszego dobra i szczęścia na wieki. Jest nad czym rozmyślać. Jeśli, jak pisałem wcześniej, człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, to też zdolny jest do autentycznej miłości. A ta, na wzór Boga, polegać musi na bezinteresownym pragnieniu dobra i szczęścia osoby kochanej. I jak nie byłoby wyrazem miłości, gdyby Bóg nas unicestwiał, tak trudno mówić o miłości, która mogłaby się skończyć. Prawdziwa miłość kocha do ostatniego tchnienia i dłużej na wieczność. Bez tego deklaracje „kocham”, „ślubuję miłość” są tylko pustosłowiem. Przez małżeństwo nauczyć kochać Na temat miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej można pisać całe traktaty. Tak, wielki to ideał i bardzo śmiały zamysł Boga: przez małżeństwo, przez rodzinę, nauczyć człowieka kochać tak, jak kocha On sam. No bo jeśli dwoje ludzi łączy miłość, to ona też musi być jakoś na obraz i podobieństwo miłości Stwórcy, prawda? W kontekście szóstego przykazania wystarczy jednak poprzestać na najważniejszych konstatacjach. Wynikających właśnie z faktu stworzenia człowieka jako dwóch płci, z faktu pchnięcia dwoje ludzi do miłości w związku, który nazywamy małżeństwem; związku, w którym miłość, stając się płodna, uczestniczy w Bożym dziele stwarzania. Trzeba przypomnieć, że w nauczaniu Kościoła kontemplującego prawdę o stworzeniu płciowość nie jest tylko kwestią biologii. Jest czymś, co dotyka samej ludzkiej istoty (Katechizm Kościoła Katolickiego 2361); zawsze jest się człowiekiem-kobietą i człowiekiem-mężczyzną. Postrzega się ją przy tym jako podporządkowaną miłości; intymność małżonków ma stawać się znakiem i rękojmią komunii duchowej (KKK 2360). Mówiąc jeszcze inaczej: „Urzeczywistnia się ona (płciowość) w sposób prawdziwie ludzki tylko wtedy, gdy stanowi integralną część miłości, którą mężczyzna i kobieta wiążą się z sobą aż do śmierci” (KKK 2361). Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że Pan Bóg uczynił nas istotami płciowymi, by nauka miłości przychodziła nam łatwiej i przyjemniej :). Tym większa tragedia, gdy to, co ma służyć miłości, zamieniane jest w narzędzie kształtowania egoizmu. Takie spojrzenie na sprawę płciowości rodzi ważną konsekwencję. To jasne stwierdzenie – na przekór wszystkim, którzy chcieliby widzieć w instytucji małżeństwa tylko ustępstwo na rzecz ludzkiej pożądliwości, taką legalną formę zaspokajania grzesznego popędu płciowego – że w wizji Kościoła współżycie seksualne w małżeństwie jest czymś z natury dobrym. „Jeśli spełniane są (akty małżeńskie) prawdziwie po ludzku, są oznaką i podtrzymaniem wzajemnego oddania się, przez które małżonkowie ubogacają się sercem radosnym i wdzięcznym" – czytamy w KKK 2362. Płciowość jest i może być w małżeństwie źródłem radości i przyjemności. Trzeba jednak zauważyć, że jak każda dziedzina ludzkiego życia, także i ta narażona jest na grzech. W lekturze Katechizmu zwracają uwagi poczynione przy okazji pochwały małżeńskiego współżycia. W punkcie 2361 mowa jest o współżyciu, przez które „mężczyzna i kobieta oddają się sobie wzajemnie we właściwych i wyłącznych aktach małżeńskich”, w następnym o aktach, „przez które małżonkowie jednoczą się ze sobą w sposób intymny i czysty”. Istnieje więc też w małżeństwie współżycie niewłaściwe, istnieją akty nieczyste. Nie mówiąc już o tym, że niewłaściwe są akty „niewyłączne” – zasygnalizowano tu kwestię wierności. Ogólne wyjaśnienie o co chodzi znajdujemy w punkcie 2363 Katechizmu. „Przez zjednoczenie małżonków urzeczywistnia się podwójny cel małżeństwa: dobro samych małżonków i przekazywanie życia. Nie można rozdzielać tych dwóch znaczeń, czyli wartości małżeństwa, bez naruszenia życia duchowego małżonków i narażenia dobra małżeństwa oraz przyszłości rodziny”. I dodano, nieco w sumie modyfikując poprzednią wypowiedź: „Miłość małżeńska mężczyzny i kobiety powinna więc spełniać podwójne wymaganie: wierności i płodności”. Wierna miłość Nie wchodząc w szczegóły trzeba jasno powiedzieć: nie każde współżycie małżonków jest automatycznie wyrazem miłości. Nie jest miłością zmuszanie do współżycia, nie jest miłością taka jego forma, która dla którejś ze stron jest bolesna, upokarzająca czy budząca obrzydzenie. To nie jest wyraz miłości i na pewno miłości nie buduje. Ale poza takimi sytuacjami, współżycie seksualne w małżeństwie miłość na pewno buduje. Miłość to także koniecznie wierność. „Małżonkowie oddają się sobie wzajemnie w sposób ostateczny i całkowity. Już nie są dwoje, ale stanowią odtąd jedno ciało. Przymierze dobrowolnie zawarte przez małżonków nakłada na nich obowiązek podtrzymywania jego jedności i nierozerwalności. «Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!» (KKK 2364). To nie jest tak, że wierność jest jakimś niekoniecznym suplementem do małżeństwa, dodatkowym ciężarem, który małżonkowie muszą nieść. Danego drugiemu człowiekowi słowa trzeba dotrzymać. Wierność jest po prostu wyrazem autentycznej miłości. Bez niej miłość jest tylko pustym słowem. Dla chrześcijan sprawa ta ma jeszcze dodatkowy wymiar. „Sakrament małżeństwa wprowadza mężczyznę i kobietę w wierność Chrystusa wobec Jego Kościoła” (2365). Zastanówmy się: czy Chrystus zostawi kiedyś Kościół, bo mu się znudzi, bo znajdzie sobie kogoś innego? Oczywiście nie! Nie, bo go kocha, kocha każdego z nas! Małżonkowie wierni swojemu ślubowaniu miłości nie tylko dają świadectwo, czym jest prawdziwa miłość, ale także są swoistym przypomnieniem wiernej miłości Boga. W świecie (łatwych) rozwodów miłość niewiele znaczy; nie jest gwarancją trwałości. Dziś kocham, jutro jest po sprawie. Bóg kocha? Jutro Mu przejdzie; jutro się rozgniewa i wszystkich nas pośle do piekła – można by pomyśleć. Tymczasem miłość jest zawsze wierna; zawsze chce dobra i szczęścia osoby kochanej. I małżonkowie, nieraz zmuszeni wiele sobie nawzajem wybaczać, są świadectwem takiej właśnie autentycznej miłości Boga do człowieka. Płodność Płodność to obok miłości drugi z celów współżycia w małżeństwie. Jest ona „darem, celem małżeństwa, ponieważ miłość małżeńska ze swojej natury zmierza do tego, by być płodną. Dziecko nie przychodzi z zewnątrz jako dodane do wzajemnej miłości małżonków; wyłania się w samym centrum tego wzajemnego daru, którego jest owocem i wypełnieniem. Dlatego Kościół, który «opowiada się za życiem», naucza, że «każdy akt małżeński powinien pozostać sam przez się otwarty na przekazywanie życia ludzkiego»” (KKK 2366). Przez przekazanie życia, a potem wychowanie rodzice stają się współpracownikami Boga - Stwórcy. I powinni podjąć ten obowiązek w poczuciu ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności. Szczególnym aspektem tej odpowiedzialności jest sprawa regulacji poczęć. „Z uzasadnionych powodów małżonkowie mogą chcieć odsunąć w czasie przyjście na świat swoich dzieci” – czytamy w KKK 2368. „Powinni więc troszczyć się, by ich pragnienie nie wypływało z egoizmu, lecz było zgodne ze słuszną wielkodusznością odpowiedzialnego rodzicielstwa”. W sprawie tej nie wystarczą jednak dobre intencje. Trzeba jeszcze dostosowania postępowania do obiektywnych kryteriów moralności. Najogólniej – chodzi właśnie o zachowanie tego podwójnego znaczenia współżycia w małżeństwie (KKK 2369). Gdy chodzi o szczegóły – za godziwe uważa Kościół metody oparte na okresowej wstrzemięźliwości. Chodzi o odwołanie się do faktu, że kobieta miewa okresy płodne i niepłodne, a przez obserwację można ustalić kiedy. I w sytuacji, gdy nie chce się poczęcia dziecka, godziwym będzie podjąć współżycie właśnie w takim okresie niepłodnym. „Są one (te metody) zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności” – czytamy w KKK 2370. Tak, sprzyjają czułości i wychowują do wolności, ucząc opanowywania własnego popędu. To bardzo ważne w czasach, gdy możliwość współżycia seksualnego jawi się jako swoiste bożyszcze, a niemożność oddania mu czci traktuje jako powód do opuszczenia podobno kochanej osoby. Warto też podkreślić: stosujący je mogą grzeszyć egoizmem czy małodusznością, ale pewno nie grzechem przeciw VI przykazaniu. Bo stosowanie tych metod – powtórzmy – jest zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Kościół uważa natomiast za „wewnętrznie złe "wszelkie działanie, które – czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków – miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego (KKK 2370). Chodzi o wszelkie metody i środki antykoncepcyjne, które powodują niepłodność stosunku. Oczywiście tym bardziej także te, które działają wczesnoporonnie. Tak jak nie jest grzechem bycie jednookim, a jest nim wyłupienie sobie oka, tak nie jest grzechem podjęcie stosunku z natury niepłodnego, ale jest uczynienie go niepłodnym. W Katechizmie różnicę tę tak wyjaśniono: „Naturalnej «mowie», która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja narzuca «mowę» obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu; stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru... Różnica antropologiczna, a zarazem moralna, jaka istnieje pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi a odwołaniem się do rytmów okresowych... w ostatecznej analizie dotyczy dwóch, nie dających się z sobą pogodzić, koncepcji osoby i płciowości ludzkiej (2370). Dwie koncepcje człowieczeństwa: chrześcijańska, która w płciowości widzi wezwanie do odpowiedzialnej, płodnej miłości, i niechrześcijańska, która zamykając się na nowe życie ma tendencję redukowania miłości do przyjemności oraz zapominania o odpowiedzialności za druga osobę i wierności.... O zredukowaniu ludzkiego życia i kwestii przekazywania go do doczesności, z pominięciem wiecznego przeznaczenia człowieka już nie mówiąc. Dziś na tyle. I tak długo. Na następnej stronie jeszcze tylko fragmenty Katechizmu będące inspiracją dla powyższego tekstu. Warto zajrzeć, gdyby coś wydawało się niejasne :)

prawdziwa miłość połączyła ich ulub